Skip to content

A może Szwedzi mają rację?

Kilka moich przemyśleń na temat koronawirusa, opartych na własnych subiektywnych obserwacjach sytuacji bieżącej i faktach jakie można znaleźć w Internecie. W tym samym Internecie, który jednocześnie zalewa nas rzeką, często ze sobą sprzecznych, informacji o szalejącej pandemii. Z jednej strony słyszymy o masowych zgonach, tekturowych trumnach w Ekwadorze i pracujących 24/7 włoskich krematoriach. Z drugie strony o 16 zmarłych na Białorusi czy 164 w Polsce (stan na 9 kwietnia 2020 r.). Całkowity bilans dla świata wynosi około 1,48 mln chorych i 88 tyś. zmarłych.

Brzmi strasznie i złowieszczo, zabija nas nowy, nie znany dotąd wirus a my jedynie co możemy zrobić, to wprowadzać masowe kwarantanny, które rujnują oparte w większości na usługach gospodarki narodowe. Zatroskane rządy, masowo pompują do systemów gospodarczych nowo wydrukowane pieniądze a drobni przedsiębiorcy i ich pracownicy nie są pewni czy będą mieli za co przeżyć czas zarazy.

Świat się zmienia na naszych oczach i ciężko przewidzieć jak będzie wyglądał nawet za najbliższe kilka miesięcy. Tracimy pewność co do jutra i oparte na nim nasze poczucie bezpieczeństwa. Tylko dlaczego tak się dziej? Co właściwie się zmieniło w ciągu dwóch ostatnich miesięcy tego roku?

Co jest niewątpliwe, mamy na świecie pandemię nowego wirusa SARS-CoV-2, który do tej pory nie infekował ludzi. Choroba którą powoduje, czyli COVID-19, w części przypadków ma bardzo ostry przebieg i prowadzi do śmierci w wyniku niewydolności oddechowej spowodowanej ciężkim zapaleniem płuc. Wirus wydaje się być bardziej groźny niż często porównywany z nim wirus grypy. Nikt przecież nie słyszał w poprzednich latach o brakach respiratorów w trakcie grypowych miesięcy. Co gorsza, po infekcji wirusem nawet przez dwa tygodnie można nie mieć objawów choroby, ba można ich nie mieć wcale, gdy przechodzimy infekcję bezobjawowo. Oczywiście w tym czasie zarażamy innych ludzi w naszym otoczeniu. Wirus jest zaraźliwy i śmiertelny. Pytanie, jak bardzo?

Prawda jest taka, że pomimo niezliczonych mądrości jakie można znaleźć w tym temacie w sieci, to nikt tego nie wie. Nie wiemy ilu faktycznie jest chorych, bo testy robimy tylko tym, którzy mają objawy choroby. Nikt nie robił testów wszystkim, czy choćby realnych testów statystycznych na losowej próbie społeczności. Jak nie wiemy ilu faktycznie – lub z przybliżeniem statystycznym – jest chorych, to w ogóle nie nie powinniśmy mówić o śmiertelności. Skoro jednak wirus jest tak łatwo zaraźliwy to nosicieli jest o wiele więcej niż mówią to oficjalne rejestry chorych. Moim zdaniem, wielu z nas już miało lub będzie mieć infekcję w najbliższej przyszłości. SARS-CoV-2 prędzej czy później przewinie się przez organizm większości z nas.

Co dalej? Jedyne co możemy teraz sensownego zrobić, to postarać się, żeby nie dopuścić do choroby zbyt wielu osób jednocześnie, bo nasza służba zdrowia nie jest przygotowana na gwałtowny przebieg choroby u zbyt wielu osób. Każdy chyba słyszał o brakach dostępnych respiratorów, czy podstawowych materiałów ochronnych takich jak maseczki i rękawiczki. Przed nadmiarem chorych, paraliżem szpitali i całej służby zdrowia ma nas uchronić nasza domowa kwarantanna, dzięki której ilość jednocześnie chorych rozpłynie się w czasie. Jednak ponoszone przez nas koszty gospodarcze i społeczne takiego rozwiązania są ogromne. 

Autor idzie po bułki.

Dlatego powoli przekonuje mnie coraz bardziej szwedzki sposób na “zarazę”. Może lepiej tak jak Szwedzi nie blokować całego kraju i nie niszczyć biznesu. Można wprowadzić środki ograniczające rozprzestrzenienia się wirusa, które nie powodują drastycznych ograniczeń w funkcjonowaniu społeczeństwa, chociażby takie jak obowiązkowe maseczki, których nakaz stosowania w Polsce wprowadzono właśnie w trakcie pisania tego wpisu. Szwedzi są o tyle w lepszej sytuacji, że ich socjalne państwo ma zdecydowanie lepiej przygotowaną służbę zdrowia do przyjęcia większej fali chorych. Dla nas na takie podejście jest już za późno, bo nie zbudujemy solidnej opieki medycznej w ciągu miesiąca.

Możemy jednak wyciągnąć z tego doświadczenia wnioski na przyszłość. Tak jak utrzymujemy armię w gotowości na wypadek wojny,  możemy też utrzymywać w gotowości służbę zdrowia. Nieużywane respiratory mogą stać w magazynach, tak jak w garażach stoją czołgi czy artyleria. Czy nas stać na taki luksus? Patrząc na straty jakie generuje obecna sytuacja, gdzie większe koszty powoduje sposób rozwiązywania problemu pandemii niż sama pandemia, odpowiedź wydaje się oczywista.

Na koniec dla wytrwałych jeszcze kilka faktów, które natchnęły mnie do powyższych przemyśleń.

Z https://www.gov.pl/web/tarczaantykryzysowa
212 mld na ochronę miejsc pracy i gospodarki
7,5 mld na służbę zdrowia i walkę z koronawirusem

Z budżetu na 2019 https://www.gov.pl/web/finanse/budzet-na-2019
97,6 mld zł na ochronę zdrowia
79,6 mld zł na obronność i bezpieczeństwo,

Jak pisałem, nie ma obecnie możliwości oszacowania śmiertelności dla COVID-19 ale możemy wykonać trochę inny szacunek. Możemy zestawić ilość zgonów w obecnym roku z ilością z analogicznego okresu w roku poprzednim kiedy o SARS-CoV-2 nikt nie słyszał, zupełnie nie wnikając w przyczynę śmierci czy wiek zmarłego. GUS niestety nie podaje na swoich stronach aktualnych danych o śmiertelności* w Polsce. Ciekawe dane można znaleźć na stronie ich brytyjskiego odpowiednika ONS. Dokładne i bieżące tygodniowe dane o zgonach z Anglii i Walii według Office for National Statistics

Zgony w ujęciu tygodniowym UK. 2019 – czerwony, 2020 – niebieski

W obecnym roku w ciągu 13 pierwszych tygodni mamy trochę ponad 4 tysiące zgonów więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego co stanowi wzrost około 2,76% procenta.  Dane z Anglii są o tyle ciekawe, że na wyspach początkowo dominowało przekonanie o słuszności szwedzkiego podejścia do problemu, więc nosicieli wirusa powinno być tam całkiem sporo.

*Jeszcze słowo o GUS i liczeniu śmiertelności. Byłem ostatnio na konferencji, gdzie prezentację miał Janusz Dygaszewicz z tego urzędu. Opowiadał między innymi o sposobie liczenia żywych Polaków na podstawie bazy PESEL. Okazuję się w GUS funkcjonują takie pojęcia jak „twardy zgon” i „miękki zgon”. Twardy – to weryfikacja i wykreślenie z listy żywych obywateli osób które zmarły. Miękki – to dokładniejsza weryfikacja pozostałej grupy 90+, która w prezentowanych wynikach dawała dalszą redukcję liczby żywych o kilkaset tysięcy zmarłych na „miękko” Polaków.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *